Stefan Wełniak, Marcin Starszak, Dominika Żmijewska
Historia,  Z kawą na Dębowej Górze

Z kawą na Dębowej Górze – Stefan Wełniak

Rozmowa z Panem Stefanem Wełniakiem, mieszkańcem Osieka i radnym w gminie Wyrzysk, prywatnie wielkim pasjonatem miejscowej historii.

Skąd u Pana takie zamiłowanie do lokalnej historii?

SW: Ma to związek z bardzo ciekawymi dziejami mojej rodziny. Mój dziadek Wojciech Pazderski przeprowadził się do Osieka w 1918 roku i został pierwszym sołtysem. W 1928 roku odkupił dom, gdzie mieścił się hotel. Kontynuował interes prowadząc też restaurację. Ale budynek ten spełniał również funkcję miejsca, gdzie powstawały różne inicjatywy. Działał w nim m.in. teatr. Tam też się urodziłem, podobnie jak moje rodzeństwo. Miejscowa akuszerka pani Franciszka Edelman odbierała wszystkie porody 😀

Hotel Pazderskiego - Osiek

Nie przeprowadza się chyba do nowego miejsca i nie zostaje tak od razu sołtysem – tym bardziej, że ta funkcja miała kiedyś o wiele większe znaczenie. Czym zasłużył się Pana dziadek?

Dziadek nie pochodził z daleka, urodził się w Podolinie na Pałukach. Z zawodu był piekarzem i zanim zajął się hotelarstwem, kupił dom przy dzisiejszej ul. Głównej i otworzył piekarnię (dopiero później, w Bydgoszczy zrobił szkolenie na tzw. „hotelmajstra”).

Był wpływową osobą – już sam fakt zakupienia nieruchomości i otwarcia firmy w ówczesnej, biednej społeczności Osieka robiło wrażenie. Był uznawany za majętną i wykształconą osobę. W tamtych czasach istniały tylko szkoły powszechne i standardem było ukończenie czterech klas.

Chleb, który nie został sprzedany w piekarni, często rozdawał ludziom w prezencie. Zaskarbił tym sobie sympatię ludzi. Przez całe życie był społecznikiem. W 1925 roku został pierwszym prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej. Dzięki jego staraniom w 1930 roku powstała w Osieku remiza strażacka. Był też członkiem Towarzystwa Gimnastycznego Sokół. Posiadał nawet upoważnienie do udzielania ślubów!

Piekarz, hotelarz, sołtys i jeszcze udzielał ślubów, można powiedzieć – człowiek renesansu 😊  Z Pana opowieści wynika, że przed wojną ludzie byli bardzo aktywni i chętni do podejmowania różnych inicjatyw. Istniała Ochotnicza Straż Pożarna, towarzystwo gimnastyczne, teatr. Wspominał Pan też o orkiestrze…

Tak, ludzie mieli potrzebę jednoczenia się, budowania wspólnoty, ale także wspólnej zabawy. Takim miejscem, gdzie ustawały spory i wzajemne animozje był na pewno Tanzplatz.

Tanzplatz to nazwa używana przez starszych mieszkańców lub osoby miejscowe, znające lokalną historię. Mówimy o wzniesieniu jeszcze przed Dębową Górą, na trasie żółtego szlaku – zwanym też Zieloną Górą, gdzie stoi wiata wypoczynkowa i tablica informacyjna?

Tak. Od strony Żuławki wiodła tam kiedyś brukowana droga. Jeszcze dziś widać jej pozostałości w lesie. Można było nią dojechać na Tanzplatz, ale przede wszystkim prowadziła do wieży obserwacyjnej. Zbudowano ją jeszcze przed I wojną światową. Pamiętam tą wieżę doskonale, wchodziłem na nią jako mały chłopiec. Przy dobrej pogodzie można z niej było dostrzec na horyzoncie Kcynię.

Wróćmy do Tanzplatzu, jakie imprezy się tam odbywały i kto się tam bawił?

Bawili się Niemcy, ale Polacy również. A Niemcy to naród, który uwielbia świętować. Od maja do późnej jesieni nie brakowało ku temu okazji. Na szczycie znajdowały się drewniane zabudowania – stoły, krzesła, podest dla orkiestry. Na starych zdjęciach widzimy, że improwizacji nie było – stoły nakryte białymi obrusami, panie w długich sukniach, panowie w garniturach.

Zabawa na Tanzplatzu

Goście byli nie tylko stąd. W Bydgoszczy, w latach 30-tych Orbis organizował wycieczki na te zabawy. Ludzie przyjeżdżali pociągiem a na stacji w Osieku czekały konne powózki, które jechały na Tanzplatz. Na miejscu była możliwość zakupienia różnych trunków i jedzenia. Takie stanowisko gastronomiczne podczas imprez miał tam właśnie mój dziadek. Zabawy ustały oczywiście wraz z nadejściem wojny.

Z czego jeszcze słynęły te okolice przed wojną ?

Atutem i ogromną wartością, było zawsze położenie Osieka. Chodzi oczywiście o Noteć, która była wykorzystywana jako wodny szlak handlowy, transportowy. Na rzece istniała przystań z drewnianym, zwodzonym mostem. To była na tamte czasy imponująca konstrukcja.

Żyzne, podmokłe tereny nadnoteckie były prawdziwym darem. Wydobywano torf, z łąk pozyskiwano siano, które było wspaniałej jakości. Sprzedawano je potem na rynkach dużych miast, w Warszawie, w Krakowie.

Ciekawostką była też hodowla koni dla cesarskiej armii, choć to oczywiście jeszcze wcześniejsze lata XIX wieku. Istniały trzy takie stajnie – w Wyrzysku, Karolewie i Osieku. W sumie ponad 700 koni hodowanych dla wojska.

Jednak te warunki, powiedzmy geologiczne, nie zawsze okazywały się zaletą…

To prawda. Niemcy chcieli budować kolej prowadzącą z Osieka przez Wyrzysk, Łobżenicę aż do Złotowa. Te plany nie zostały zrealizowane m.in. przez podziemny ciek wodny, który podmywałby tory. Wybijające źródło zostało zabetonowane, ale wybiło w innym miejscu i ostatecznie przedsięwzięcie się nie udało. Dowodem na niezwykłość tych terenów jest chociażby studnia artezyjska na Żuławce, z której bez przerwy leci woda.

Skąd pozyskuje Pan stare zdjęcia, wycinki z gazet dotyczące okolicy?

Część to pamiątki rodzinne, reszta to żmudna praca, szukanie w internecie, w Bibliotece Narodowej. Ale bardzo to lubię 😊

Dziękujemy bardzo za spotkanie, za Pana entuzjazm w stosunku do naszej strony internetowej i za możliwość korzystania z tych wszystkich materiałów. Wiemy, że od jakiegoś czasu pisze Pan książkę o lokalnej historii, życzymy więc powodzenia i z niecierpliwością czekamy na efekty!

Źródło ilustracji i archiwalnych fotografii – S. Wełniak

Używamy plików cookies w celu optymalizacji naszej witryny.
View more
Akceptuję
Odrzucam